2010-01-10
Od kwiatów po tango, czyli "Miłosne gry Marka Hłaski
Legendarny kaskader literatury pragnął znaleźć kobietę, której codziennie kupowałby siedem czerwonych róż i tańczył z nią tango. Hłąsko wierzył w romantyczną miłość. Tylko czasem nie wiedział, czy kobieta zasługuje na kwiaty, czy może kopa.
Przed świętami na księgarskich półkach zagościło nowe, poprawione i uzupełnione, wydanie książki Barbary Stanisławczyk "Miłosne gry Marka Hłaski". Pierwsze miało swą publikację w roku 1998. Spod pióra autorki wyszła także książka pokrewna niniejszej tematyce - "Matka Hłaski". Książka Barbary Stanisławczyk mówi o miłościach życia literata, pragnieniu miłości i jej nieustannej absencji, a także o grach miłosnych, w jakich Hłasko udział brał czy był tego świadom, czy nie. Jego znajomi mówią o nim, że w głębi duszy był uczuciowym tradycjonalistą, mężczyzną, który nosił w sobie wiarę w odwzajemnioną miłość oddanej bezgranicznie kobiety, piękną, romantyczną i sentymentalną. Inni jeszcze powiadają, że w kontaktach z kobietami "łatwo przechodził od kwiatów do kopa, nie bardzo wiedząc, kiedy stosować jedno, kiedy drugie". Ale tak w głębi duszy ponoć pragnął szeptać tylko czułe słówka, tyle że to nie wypadało twardzielowi, którym Marek Hłasko skądinąd pragnął być.W życiu pisarza kobiet było dużo. Tych najważniejszych, o których pisze autorka osiem: Wanda Biernacka, Wanda Kucharska, Hanna Kruszewska-Kudelska, Hanna Golde, Agnieszka Osiecka, Sonia Ziemann, Esther Steinbach, Luise Schaffer. Miłosne gry, jakie Marek Hłasko prowadził w swoim krótkim życiu są dla mnie wielką łamigłówką, więcej - orzechem, którego rozgryźć jako kobieta nijak nie potrafię.rzeglądając kalendarium życia naszego kaskadera literatury pod rokiem 1957 znalazłam swoisty zapis: "Na planie ["Ósmego dnia tygodnia"] Marek poznaje odtwarzającą główną rolę Sonię Ziemann. Mają romans. Z Hanną Kruszewską-Kudelską przeżywa krótką miłosną powtórkę romansu 1953. Jednocześnie wciąż kocha się w Hani Golde, a Agnieszka Osiecka jest jego narzeczoną. W czerwcu wyjeżdża z Osiecką do Kazimierza Dolnego". Już to mówi dużo o naturze Marka Hłaski. Niemal wszystkim kobietom, z którymi się wiązał, mówił, że są dla niego jedynymi na świecie i z każdą prawie chciał się żenić.Stanisławczyk w tym miejscu postawiła pytanie: czy chciał mieć je wszystkie jednocześnie, spełniał tylko oczekiwania zakochanych w nim kobiet, nie chcąc ich ranić, czy może wierzył w miłość? Niektórzy jeszcze sugerują, że Hłasko nie potrafił kochać kobiety. Być może ułatwieniem w uzyskaniu odpowiedzi będą słowa, jakie wypowiedział w ostatnim przed śmiercią wywiadzie: "Wielka miłość zdarza się w życiu tylko raz, wszystko, co następuje potem, jest tylko szukaniem tej utraconej miłości". I wiemy, że istotnie szukał jej przez całe życie. ( więcej )
Autorką recenzji jest Ewa Żak, ukazała się ona 9 stycznia na kulturalnych stronach serwisu NaszeMiasto.pl pt.: Od kwiatów po tango, czyli "Miłosne gry Marka Hłaski.